niedziela, 14 października 2012

Ziaja, Krem oliwkowy, Lekka formuła.

O tym, że uwielbiam Ziaję już na pewno kiedyś wspominałam. Krem oliwkowy to kolejna perełka.


Występuje on w dwóch wersjach. Prezentowana przeze mnie, jak sama nazwa wskazuje, jest lżejszą wersją tłuścioszka. Moja cera jest mieszana, ale czasami lubi się przesuszać, więc oprócz lekko nawilżających i matujących kremów muszę mieć w zanadrzu coś mocniejszego. Pierwotna wersja kremu oliwkowego jest dla mnie jednak zdecydowanie za tłusta.

Krem na dosyć lekką konsystencję i bardzo przyjemny, oliwkowy zapach. Szybko się wchłania (oczywiście o ile nie przesadzimy z ilością), ale na mojej skórze pozostawiał warstwę tłustego filmu. Ze względu na ten fakt używałam go tylko na noc, ale możliwe, że przy cerach suchych i normalnych będzie on dobrym kremem po makijaż.

Z działania kremiku byłam bardzo zadowolona, przyjemnie nawilżał, nie podrażniał, nie zatykał porów. Czego chcieć więcej? Do tego oczywiście jak przystało na Ziaję cena nie jest wygórowana. Opakowanie ma dosyć sporą objętość, bo aż 200 ml dlatego można je również wykorzystać do innych celów po opróżnieniu. Mój słoiczek służy za opakowanie dla peelingu kawowego do ciała. :)

Skład kremu:



Jednym słowem przyjemniaczek z niego. :) Cena produktu to ok. 10 za 200 ml.

sobota, 13 października 2012

Lirene Dermoprogram, Body Arabica, Balsam brązująco-ujędrniający.

Witajcie! :)

Jako, że pogoda nas nie rozpieszcza, a słońce coraz krócej świeci na niebie, dziś będzie o opalaniu. :D Tym wspomaganym opalaniu. :) Kiedy słoneczko mocniej przygrzewa lubię łapać jego promienie, aby nieco zbrązowić mą bladą postać. Niestety, jak na złość, moje nogi chyba słońca nie lubią, bo opalić się nigdy nie chcą. Dlatego też trzeba im troszkę pomóc. W tym celu zakupiłam balsam Lirene. Wybrałam wersję do ciemnej karnacji, pomimo tego, że moja jest zdecydowanie jasna, aby szybciej zobaczyć efekty.


Jest to mój pierwszy balsam brązujący i jednocześnie absolutny strzał w dziesiątkę. Wszystko dzięki KWC i wizażankom oczywiście. :D

Balsam jest koloru białego i ledwie widocznym złotym shimmerem.


Ma lekką konsystencję, która szybko się wchłania. Trzeba go wmasowywać bardzo dokładnie, żeby nie zrobić sobie brzydkich zacieków, więc warto wylewać tylko odrobinkę z opakowania. Zawsze lepiej troszkę dołożyć niż męczyć wieki ze smarowaniem.

Balsam na szczęście nie śmierdzi jak typowy samoopalacz. Ma przyjemny, kawowy zapach, istna uczta dla zmysłów kawosza. Nie brudzi ubrań i szybko się wchłania, więc tuż po aplikacji możemy bez obaw się ubrać. Ujędrnienia nie zauważyłam u siebie, ale nie wysuszył mojej skóry za co jestem mu wdzięczna.

Co do samych efektów brązujących to są one widoczne po 2-3 aplikacjach (zależy jak dużo go nałożymy na jeden raz). Opalenizna nie wygląda sztucznie i nie jest pomarańczowa. Wręcz przeciwnie, skóra nabiera ładnego brązowego kolorytu, a efekt ten nie jest nachalny. Schodzi równomiernie i nie robi plam.

Balsam jest wydajny, jak pisałam wcześniej wystarczy użyć niewielką ilość.


Skład i informacje od producenta.








Balsam kosztuje ok. 12 zł za 250 ml.

Pozdrawiam! :)

niedziela, 7 października 2012

Sensique, Trendy Colour, Glamour Palette.

Paletka, którą posiadam ma numer 108. Wszystkie cienie są perłowe i utrzymane w takiej "morskiej" tonacji.


Mam ją już dosyć długo i jak widać jest już mocno sfatygowana.

Cienie z lampą.

I bez lampy.

Dołączony aplikator raczej nie nadaje się do ich nakładania, ja używam pędzelków. Cienie mają przyjemną konsystencję, łatwo się je aplikuje, nie osypują się przy tym, ale troszkę pylą się w opakowaniu. Sama paletka jest zgrabna, wygodna w użyciu, z porządnym zamknięciem. Co najważniejsze cienie są świetnie napigmentowane. Nie spodziewałam się tego patrząc na cenę.



Cienie w górnym rzędzie to dwa odcienie niebieskiego. Pierwszy to jasny granat, drugi jest błękitny. Dolny rząd to moje dwa faworyty z całej paletki czy śliczna morska zieleń i stalowo-szary cień z lekkim prześwitem niebieskiego. Nie posiadają tandetnych drobinek brokatu, za to mają ładny perłowy połysk. Bardzo łatwo można też za ich pomocą uzyskać nasyconą kolorem kreskę. Utrzymują się na powiece dosyć przyzwoicie, ale niestety lubią zbierać się w załamaniu, co mnie trochę drażni.

Cena paletki to ok. 10 zł za 10 g. Polecam szczególnie początkującym. :)

WIELKI POWRÓT.

Witam serdecznie wszystkie kosmetykomaniaczki!

Na wstępie przepraszam, szczególnie moich obserwatorów, za tak straszne zaniedbania, których się dopuściłam. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że ostatnio brakowało mi czasu absolutnie na wszystko a do tego wiecznie miałam kłopoty z internetem. Na dzień dzisiejszy sytuacja jest póki co unormowana, więc postaram się na nowo wdrożyć w blogowe życie. :)

Pozdrawiam ciepło i na pocieszenie częstuję Was śliczną piosnką, pod której urokiem pozostaję od jakiegoś czasu. :)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Dwa cienie My Secret.

Witam Was po dłuższej przerwie. :) Brak czasu na regularne pisanie postów zawdzięczam mojej pracy (którą lubię pomimo tego, że zabiera mi pół życia :p). Dziś przedstawiam Wam dwa cienie, które stały się moimi ulubieńcami. W dziennym makijażu raczej nie szaleję z kolorami, królują u mnie brązy i szarości. Pierwszy cień to ładny czekoladowy brąz nr. 506 Matt. Drugi cień to mój faworyt w rozświetlaniu kącika oka i łuku brwiowego. Jest nim nr. 101 Pearl Touch.




Perłowy cień wezmę na tapetę jako pierwszy.



Cień jest przyzwoicie napigmentowany. Bardzo łatwo się go aplikuje, nie osypuje się przy tym. Nie posiada drobinek, rozświetlenie jest efektem tafli, za co dostaje ode mnie duży plus, bo nie znoszę tandetnego brokatu. Jak już pisałam na początku używam go głównie do rozświetlania kącika i łuku brwiowego, w tej roli spisuje się znakomicie. Nadaje się też jako rozświetlacz na policzki, ale ja rzadko go w ten sposób stosuję. Nałożony na bazę I love stage Essence trzyma się od rana do wieczora. Jest bardzo wydajny, używam go praktycznie przy każdym makijażu, a ubytek jest znikomy. Uważam, że jego zakup to był istny strzał w 10!

Cena cienia to ok. 6 zł za 3 g.

Teraz kolej na brązik.



Cień jest dosyć mocno napigmentowany. Wykończenie jest całkowicie matowe, kolor jest nieco mniej intensywny na powiece niż w opakowaniu, ale można oczywiście stopniować jego nasycenie poprzez nałożenie odpowiedniej ilości. Utrzymuje się długo na powiece, ale po kilku godzinach może trochę zbierać się w załamaniu powieki. Nie osypuje się przy aplikacji, całkiem dobrze się go rozciera. Na zdjęciu widać wyżłobiony przeze mnie rowek. To pozostałość po robieniu kreski na mokro. Po głębokości można wnioskować, że stosuję go w tej postaci dosyć często. :D Przy otwieraniu opakowania można sobie zniszczyć paznokcie, dlatego ja zawsze podważam je nożem.

Cień kosztuje ok. 6 zł za 3 g.

Polecam oba, za tak niską cenę warto wypróbować. :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...